kilka słów o percepcji dziecięcej otyłości
Stygmatyzacja otyłości i obwinianie rodziców nie pomagają w walce z tą chorobą. Dzieci z otyłością i ich rodzice zasługują na takie samo wsparcie i zrozumienie jak wszyscy inni chorujący przewlekle.
Jakiś czas temu na story przeprowadziłam mini ankietą (oczywiście próbka niereprezentatywna) w której zapytałam, czy możemy zapobiegać alergii, wybiórczości i otyłości u dzieci. Dobór akurat tych trzech schorzeń nie był przypadkowy. Wszystkie są dość popularne w populacji pediatrycznej i każda z nich powstaje na skutek połączenia różnych czynników – mamy jakiś genetyczny potencjał, który jest realizowany, gdy pojawią się sprzyjające mu warunki.
Ponad połowa ankietowanych uważa, że możemy zapobiegać alergii oraz wybiórczości ale aż 96% twierdzi, że jak się tylko postaramy, to nasze dziecko nie będzie otyłe. Brak karmienia piersią, presja przy stole, szeroki dostęp do żywności ultra przetworzonej, ekspozycja na zanieczyszczenia środowiskowe, brak wiedzy, brak dostępu do specjalistów – wszystkie te aspekty są składowymi wystąpienia chorób, o które zapytałam.
I tak, możemy minimalizować ryzyko wystąpienia alergii, wybiórczości i otyłości, jednak na tą chwilę nie dysponujemy skutecznymi narzędziami ich zapobiegania.
Co można więc przeczytać między wierszami tych wyników – rodzic jest winny bardziej, jak jego dziecko ma otyłość, niż jak ma alergię czy wybiórczo je. Od razu zaznaczę, że jest zapewne wiele przypadków, gdzie zmiany w diecie mogą dziecku pomóc zmniejszy gwałtowna akcelerację wagi i to nie tak, że część winy za zaistniałą sytuację nie leży po stronie rodziców. Jednak nie o samej możliwości zapobiegania chciałam tu napisać, raczej o społecznej percepcji osób, którym się to nie udaje i o o stygmatyzującym podejściu do otyłości, który utrudnia nam skuteczną walkę z chorobą.
Choroba, ale jakaś inna
Choć otyłość już od dłuższego czasu uznawana jest oficjalnie za chorobę, to jej społeczne postrzeganie jest odmienne od innych jednostek chorobowych. Rebecca Puhl wieloletnia badaczka tematu stygmatyzacji i dyskryminacji twierdzi, że społeczne postrzeganie choroby jest ściśle powiązane naszą potrzebą przypisania danej osobie roli winnego bądź ofiary choroby. Z badaniach nad tym zjawiskiem wynika, że mamy więcej empatii i chęci pomocy w stosunku do osób, którym nie przypisujemy winy za pojawienie się choroby. Nie traktujemy tak samo osoby z Alzheimerem i otyłością. Jednym współczujemy i łatwo jest nam z nimi empatyzować, drugich uznajemy za architektów własnego stanu zdrowia i się od nich dystansujemy. Takie podejście jednocześnie tworzy i cementuje stereotypowe i negatywne podjeście do osób otyłych.
Powszechne przekonania
Brak zrozumienia i empatii wobec osób otyłych jest zakorzeniony w nas tak głęboko, że zazwyczaj go nie dostrzegamy. Płynnie łączy się z naszym przekonaniem, że wystarczy chcieć, by schudnąć, a otyłość to nie choroba, lecz przypadłość leniwych dzieci i zaniedbujących je rodziców. Nieświadomie odrzucamy wszystko, co nie pasuje do naszego ustalonego porządku świata. Czy wszystkie szczupłe dzieci jedzą mało? NIE! Czy wszytskie szczupłe dzieci faktycznie się ruszają dużo więcej? ZDECYDOWANIE NIE! A co z faktem, że zaniedbujący rodzice miewają też szczupłe dzieci, a dzieci chorujące na otyłość wychowują się w domach, gdzie bywa rodzeństwo bez problemów z wagą? Kompletnie ignorujemy też, że wiele rodzin robi wszystko, co w ich mocy, by pomóc dzieciom w walce o zdrowszą przyszłość, ale proste rady typu „jedz lepiej i ruszaj się więcej” po prostu nie przynoszą oczekiwanych efektów. Po co dostrzegać rzeczy, które burzą nasz obraz świata? Toż to niewygodne.
Stygmatyzacja osób otyłych nie wynika tylko z oceny ich fizykalności. Gdyby tylko o powierzchowność chodziło sprawa, by pewnie była dużo prostsza. U osoby otyłej nie widzimy tylko dodatkowych kilogramów – tak, jak zauważa się czyjś kolor włosów czy to, że ma długie nogi. W społecznym postrzeganiu otyłość idzie ramię w ramię z cechami charakteru, które kojarzą się negatywnie i zahacza o dwa grzechy główne – nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu oraz lenistwo. Waga stanowi tutaj zapalnik negatywnych emocji, oceny i rad.
Szkodliwa ignorancja
Ignorowanie złożoności problemu otyłości jest sprzeczne z medycyną opartą na dowodach (EBM) jednak nadal jest ono bardzo powszechne nawet w środowisku medycznym. Otyłość to skomplikowane schorzenie, na które wpływa wiele czynników genetycznych, środowiskowych i behawioralnych. Traktując ją wyłącznie jako wynik zaniedbań, negujemy występowanie innych przyczyn, które moglibyśmy zaadresować przy pomocy odpowiednich środków. Leczenie otyłości to nie odchudzanie, ono wymaga kompleksowego podejścia ukierunkowanego na biologię choroby i uwzględniające też społeczne oraz strukturalne czynniki otyłości. Na otyłość bardziej są narażone dzieci z rodzin o niższym statusie ekonomicznym, z domów, gdzie brakuje nie tylko środków, ale i wiedzy, by móc jej zapobiegać. Nawet, jak zapewnimy dzieciom stosowne leczenie, to utrzymanie jego efektów będzie wymagało kolejnych nakładów, choćby na dobrej jakości żywność. A co miejscem do ruchu? Aktywizacją dzieci i ich rodzin?
Zmiana soczewki
Pamiętam też niezwykle inspirujące wystąpienie Carela le Roux, francuskiego badacza zajmującego się metabolicznymi implikacjami otyłości. Sugerował on, że w badaniach nad otyłością może nas czekać kopernikański przewrót, a gromadzenie nadmiaru tkanki tłuszczowej może okazać się nie tyle powodem choroby, co jej efektem wynikającym z interakcji między genami a środowiskiem,powikłaniem prowadzącym do dalszej progresji choroby.
Czy takie ujęcie problemu pozwoli nam pozbyć się przekonań i uprzedzeń? Czy spojrzymy z większym zrozumieniem na tych, którzy od najmłodszych lat zmagają się z nadmiernymi kilogramami? Czy dostrzeżemy, że nie zawsze da się zapobiec otyłości, tak jak alergii czy wybiórczości?